Strona antiwar
Autor gordon prather
Tytuł another act of war
Data 9 luty 2008
Gordon Prather „Kolejny akt wojny”
W czerwcu 2004 roku neokonserwatywny dziennikarz z Reutersa (charbonneau[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn1"][1][/URL] ) poinformował, że chcący pozostać anonimowi „dyplomaci i eksperci nuklearni” powiedzieli mu, że „eksperymentalny system techniczny wytworzony przez USA” wykrył coś, co przypominało smugę z gazu centryfugów pojawiającą się z prędkością dźwięku „gdzieś” w Syrii.
Co więcej ci anonimowi „dyplomaci” powiedzieli mu, że tego rodzaju gazowe centryfugi działające z prędkością dźwięku są niezbędne w celu wzbogacanie olbrzymiej ilości uranu do poziomu niezbędnego dla stworzenia broni i „coś takiego mogło zostać tylko uzyskane” od sieci AQ Chana.
(Czy jest prawdopodobnie możliwe, żeby kościsty Bolton nie był jednym z tych anonimowych „dyplomatów” mówiących te oburzające kłamstwa)
Prawdą jest, że metalurg AQ Chan powrócił do Pakistanu w 1978 z ukradzionymi tajemnicami przemysłowymi Urenco i stworzył program wzbogacania uranu w Kahuta w parciu o jego centryfug gazowy P-1 modyfikacja pierwszego pokolenia podźwiękowych aluminiowych wirników.
Ale sam Chan miał kłopoty z wyprodukowaniem albuminowych wirników, które mogły zdać test prędkości poddźwiękowej.
Więc w latach 90 Chan rozwinął P-2 swoją modyfikację drugiego pokolenia projektu Urenco, który ma postarzone stalowe wirówki w wyniku obróbki cieplnej, zdolne do stałej operacji na prędkości ponaddźwiękowej.
Według tygodnika Jane’s defense do czasu, gdy Pakistan zorganizował swoje pierwsze międzynarodowe targi bronią w 2000 już była dostępna broszura z produktami z laboratoriów badawczych Chana o drugim pokoleniu tych urządzeń oraz dodatkowy 10 stronnicowy katalog z specjalnymi pompami, przewodami, generatorami i innym sprzętem.
Według reprezentantów KRL wszystkie one były dostępne do sprzedaży a rząd pakistański wydał pozwolenie na eksport ich.
I do czasu takiego nagłośnienia skomleń w związku z Syrią, Iran podpisał- i rozpoczął wszystkie działania związanego z jego ratyfikacją- dodatkowy protokół ds. zabezpieczeń z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej. Z tego powodu Iran z własnej woli przekazał dyrektorowi generalnemu Mohamedowi El-Baradei informacje o zakupach urządzeń nuklearnych, które obejmowały- dodatkowo obok aluminiowych wirówek P-1- trochę komponentów P-2 i informacje techniczne.
El-Baradei był zainteresowany wiedzą o wszystkim możliwymi informacjami, co Iran zrobił z częściami wirówek P-2 i informacjami technicznymi. Irańczycy twierdzili, że przekazali je od 1995 prywatnej firmie w Teheranie, która nie była w stanie sprowadzić (z powodu amerykańskich sankcji na Iran) jakiekolwiek postarzałej stali wskutek obróbki cieplnej w celu sfabrykowania wirówek.
Ale w ubiegłym tygodniu anonimowy „dyplomata” oświadczył kolejnemu powiązanemu, z neokonserwatystami dziennikarzowi Reutersa (Heinrichowi[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn2"][2][/URL] ), Iran teraz mechanicznie testuje- nie wprowadził ich do swego uranowego hexafluorowego surowca- ulepszonych superdźwiękowych gazowych centryfugów P-2, rzekomo wprowadzając trzecie pokolenie „kompozytowych” wirówek, do zakładów w Natanz.
Oczekuje się, że pod koniec tego miesiąca El-Baradei przekaże- informacje przekazane mu z własnej woli przez Irańczyków- o irańskim programie rozwoju i badań P-2 radę zarządzającą Międzynarodową Agencją Energii Atomowej.
Dobrze teraz wróćmy do Syrii.
Wydaje się, że Izraelczycy nie byli w stanie odkryć w 2004 roku tego, co rzekomo miało znajdować się gdzieś w Syrii i dało powód do tak ogromnego skomlenia.
Ale według Seymoura Hersha[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn3"][3][/URL] .
„W nocy z 6 września 2007 roku, co najmniej cztery izraelskie myśliwce lecące na niskiej wysokości przekroczyły syryjską przestrzeń powietrzną i zbombardowało obiekt na brzegu rzeki Eufrat około 90 mil na północ od irackiej granicy. To wydawałoby się niesprowokowane bombardowanie, które nastąpiło w miesiącach zwiększonego napięcia pomiędzy Izraelem a Syrią w związku z wojskowymi ćwiczeniami i budową fortyfikacji przez obie strony było prawie zgodnie z definicją aktem wojny”
Hersh spędził prawie trzy miesiące, próbując odkryć, co zostało zbombardowane i dlaczego- odbywając kilkanaście podróży do Syrii i Izraela, przeprowadzając wywiady z wojskowymi przedstawicielami wywiadu i urzędnikami w obu tych krajach i w USA.
W ciągu kilku tygodni od ujawnienia przez Syryjczyków wydawałoby się niesprowokowanego zamachu dziennikarze powiązani z neokonserwatystami w New York Times[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn4"][4][/URL] i Washington Post[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn5"][5][/URL] „opublikowały informacje”, że amerykańscy i izraelscy urzędnicy doszli do wniosku, że północni Koreańczycy budują nuklearny reaktor niezbędny do uzyskania uranu potrzebnego do produkcji broni nuklearnej- podobny do tego skonstruowanego przez Koreańczyków na podstawie planów dostarczonych przez Związek Radziecki w Yong-byon.
Wtedy ktoś oczywiście zlecił Davidowi Albrightowi, (który twierdzi, że jest „fizykiem” i byłym „inspektorem ONZ” w Iraku), żeby dokonał „analizy” zdjęcia satelitarnego obszaru o wielkości 2000 kilometrów kwadratowych w Syrii w próbie zidentyfikowania miejsca zgodne z wcześniejszymi podanymi przez Times i Post informacjami o reaktorze nuklearnym.
Cytując Albrighta.
„Faktem jest, że niezależnie znaleźliśmy ten obiekt szukając reaktora albo jest jednym z najbardziej znaczących przypadków na świecie, lub kolejnym dowodem, że to miejsce mogło być reaktorem”
Jednakże El-Baradei twierdzi.
„Nasi eksperci [Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej], którzy ostrożnie zanalizowali te satelitarne zdjęcia mogą powiedzieć, że nie jest prawdopodobne, żeby ten budynek miał być reaktorem nuklearnym”
Pomimo wszystko Hersh napisał, że
„3 października londyński Spectator napisał w oparciu o te same informacje przesadzoną relację i ataku z 6 września twierdząc, że on „mógł uratować świat przed przerażającą groźbą i że według źródła z brytyjskiego rządu „gdyby ludzie wiedzieli jak blisko byliśmy wybuchu trzeciej wojny światowej w tym dniu doszłoby do masowej paniki.”
„Jednakże w ciągu trzech miesięcy od napisania tego artykułu usłyszałem od swoich źródeł dawnych i będących w służbie pracowników wywiadu, dyplomatów i urzędników kongresu, że oni nie mają solidnych dowodów, żeby w Syrii był realizowany program broni nuklearnej”
Teraz Albright zajął stanowisko[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn6"][6][/URL] w kwestii artykuły Hersha twierdząc, że on wyciągnął cytat „bez jego pierwotnego kontekstu” i wykorzystał go do twierdzenia, że Albright „wycofał się” z swojej pierwotnej identyfikacji tego miejsca, jako „prawie z pewnością reaktora nuklearnego będącego w budowie.
Ale, Albright z pewnością nie robił sprawy z przytoczenia przez Hersha absolutnie podważającego wiarygodność Albrighta następującego cytatu.
„Mogę rozumieć izraelski punkt widzenia biorąc pod uwagę historię z Iranem i Algierią. Oba państwa realizują program broni nuklearnej a po złapaniu ich na oszustwie ogłosiły, że ich reaktory są to cywilne reaktory do pokojowego użycia. Międzynarodowe organizacje jak ONZ i Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej nigdy ich nie zamknęła”
Zarówno Algieria jak i Iran realizują program broni nuklearnej?
Obejmujący zabezpieczone przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej?
Oba zostały „złapane na oszustwie”?
Złapane, przez kogo?
Złapane, na czym?
Ostatnie pytanie czy kościsty Bolton zlecił Albrightowi szukanie miejsca „reaktora” w Syrii?
[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftnref1"][1][/URL] Baradei poohpoohs Bolton’s nuke scare Syria Comment 16 czerwca 2004 link [URL="http://faculty-staff.ou.edu/l/joshua.m.landis-1/syriablog/2004/06/baradei-poohpoohs-boltons-nuke-scare.htm"]http://faculty-staff.ou.edu/L/Joshua.M.Landis-1/syriablog/2004/06/baradei-poohpoohs-boltons-nuke-scare.htm[/URL]
Strona national interest
Autor James Joyner
Tytuł Bush’s third term
Data 22 lipca 2009
James Joyner „Trzecia kadencja Busha”
Prezydent Obama złożył przysięgę sześć miesięcy temu. On zrobił to po długiej kampanii, w której on ciągle obiecywał[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn1"][1][/URL] „zmiany” i „przywrócenie pozycji Ameryki na świecie” Jak do tej pory jednakże wszystko wskazuje, że polityka jego administracji nie będzie niczym innym jak kontynuacją polityki Georga W. Busha.
Trzeba być sprawiedliwym sześć miesięcy to mało czasu. Po raz kolejny to stanowi zaledwie 1/8 kadencji. Co więcej sam Obama przyznaje, że biorąc pod uwagę reformę służby medycznej i inne sprawy wewnętrzne nie jesteśmy daleko od momentu gdzie uwaga kongresu zwróci się ku cyklowi wyborczemu 2010 i że trudniej będzie przeprowadzić zmiany. Wkrótce potem rozpocznie się kampania 2012 roku a Waszyngton będzie starał się unikać niepotrzebnego ryzyka.
Co więcej istnieją silne sygnały, że rzeczywisty przełom może nastąpić w kilku drugorzędnych sprawa. Obama jest mniejszym entuzjastą w kwestii tarczy antyrakietowej o wiele prawdopodobne jest, że wykaże się twardą postawą w stosunku do Izraela i w mniejszym stopniu będzie skłonny do gorączkowego prowadzenia półwiecznej idiotycznej polityki w stosunku do Kuby. Ale w wszystkich głównych sprawach zmiany wydają się mieć charakter kosmetyczny.
Irak: Udział Obamy w sprawach zagranicznych sięga jego kampanii senackiej z 2004 roku, gdy twardo sprzeciwił się wojnie w Iraku. On sam wśród wielu poważnych rywali wśród kandydatów do nominacji na prezydenta w partii demokratycznej przeciwstawiając się wojnie nabył podstawy do twierdzeń, że pomimo braku odpowiedniego doświadczenia ma lepsze doświadczenie w kwestiach bezpieczeństwa narodowego niż stara gwardia w Waszyngtonie.
Zabawna rzecz zdarzyła się po drodze do białego domu. „Eskalacja”, której on był przeciwny wydaje się, że poskutkowała. Lub przynajmniej sytuacja radykalnie zmieniła się na lepsze, kiedy to było odpowiednie dla zwolenników eskalacji. Co więcej administracja Busha wynegocjowała porozumienie o statusie sił pozwalające USA na relatywnie szybki z godnością wycofanie sił bojowych z Iraku.
Tak za tym Obama opowiadał się. Ale to miało miejsce za kadencji Busha.
Afganistan Obama prowadził kampanię pod hasłem, że my „straciliśmy z oczu piłkę” w Afganistanie z powodu zaangażowania się w Iraku. On przekonywał, że potrzebujemy znaczącego zwiększenia obecności naszych żołnierzy i zwrotu w kierunku antyterroryzmowi, anty powstańczym operacjom. W ciągu tygodnia od rozpoczęcia kadencji on mówił o „nowej polityce w Afganistanie[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn2"][2][/URL] i on ogłosił, że przedstawi jej zarys[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn3"][3][/URL] pod koniec marca.
Ale w tym nowym planie było bardzo mało „nowego”. Bush już ogłosił cichą eskalację w Afganistanie[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftn4"][4][/URL] sześć miesięcy wcześniej. On także wyznaczył generała Davida Petraeusa architekta eskalacji w Iraku i przywódcę ruchu kładącego nacisk na działania antypowstańcze w armii amerykańskiej, jako dowódcę centralnego dowództwa. Co więcej Obama utrzymał Boba Gatesa na stanowisku ministerstwa obrony. Ci ludzie teraz wprowadzają w życie to, co oni zaczęli rok temu.
Iran Podobnie jak jego poprzednicy, Obama ciągle kreślił perspektywę uzyskania przez rząd irański broni nuklearnej, jako „nie do zaakceptowania”, ale podobnie jak Bush on rozumie, że jego możliwości umożliwienia tego są w ogromnym stopniu ograniczone. Obama patronuje polityce negocjacji „bez warunków wstępnych” z irańskimi przywódcami i opowiada się za „twardymi sankcjami” wprowadzonymi przy współpracy z Rosją i Chinami. Ale nic nie wskazuje, żeby te państwa zgodziły się nań.
Pakistan Obok ukucia „Afpak” w celu zaznaczenia, że Afganistan i Pakistan powinny być traktowane, jako część jednej strategii-, co jest praktyką od lat- my ciągle jesteśmy na tej samej ścieżce. Po raz kolejny ironią losu Obama był wyśmiewany przez republikanów i demokratów za sugerowanie w 2007 roku, że on nie zawaha się wykorzystać predatorów i innej broni w celu atakowania Talibów i bojowników Al.-Kaidy ukrywających się w terytoriach plemiennych. W ciągu miesięcy to stało się polityką Busha. Pomimo tego te działania w ciąż mają miejsce.
Al.-Kaida My ciągle nie złapaliśmy Bin Ladena! (To był zawsze głupi test skuteczności naszej polityki, ale to Obama wykorzystywał go do atakowania Busha teraz piłka jest po jego stronie.)
Północna Korea, Kim Jong-il jest zarówno chory jak i niezbyt uczciwy. Północni Koreańczycy ciągle testują pociski kiedykolwiek im się podoba i wydaje się, że nic nie robią sobie z presję społeczności międzynarodowej.
Rosja Pomimo retorycznego naciśnięcia „guzika resetu” napięcia pomiędzy starymi rywalami z okresu zimnej wojny są nadal intensywne. Obama w dalszym ciągu kontynuuje politykę Busha twierdząc, że Rosjanie „muszą wycofać się z południowej Osetii i Abchazji”, chociaż nic nie robi, żeby do tego doszło. Podobnie on w dalszym ciągu utrzymuje, że Rosjanie nie mają prawa veta w kwestii ekspansji NATO., Chociaż Obamie można przypisać zasługę odnowienia układu START i umiarkowanego zmniejszenia nuklearnych arsenałów negocjacje trwały długo przedtem zanim on objął urząd pomimo tego jego wkład jest znaczący.
Europa Nie ma wątpliwości, że opinia na temat Obamy w zachodniej Europie jest bardziej korzystna niż w przypadku jego poprzednika, którego uznawano za aroganckiego człowieka jednostronnej polityk ii prawdopodobnie niezbyt bystrego. Jednakże nic się znacząco nie zmieniło. Więcej europejskich żołnierzy nie przybędzie do Afganistanu niezależnie od tego jak ładnie będzie Obama prosił. (W rzeczywistości on okazał na tyle godności, że nie ośmielił się prosić). Nie jesteśmy bliżej porozumienia w kwestii regulacji finansowych niż za Busha, chociaż od sześciu miesięcy trwają negocjacje na tym.
Poprzez trochę kombinacji politycznej kalkulacji i rzeczywistego braku zrozumienia Obama prowadził kampanie przeciwko karykaturze polityki zagranicznej uprawianej przez Busha. Na początku swojej drugiej kadencji Bush po cichu zaczął pozbywać się tzw. neokonserwatystów a realiści zaczęli dominować. Paul Wolfowitz został wysłany do Banku Światowego w 2005. Doug Feith odszedł w tym samym roku. Po śródrocznych wyborach w listopadzie 2006 Don Rumsfeld odjechał ku zachodowi słońca. Pragmatyczni realiści Condoleezza Rice i Bob Gates objęli stanowiska i po cichu zmienili punkt widzenia administracji. Obama jest otoczony tymi samymi pragmatycznymi realistami i nie jest zaskoczeniem, że przeprowadza tę samą podstawową strategię.
O wiele ważniejsze jednakże jest pomimo konfliktu w związku z osobowościami często jesteśmy zaskoczenie przez fakt, że podobnie jak Bush przed nim Obama jest amerykańskim prezydentem. Chociaż różni lokatorzy owalnego gabinetu mają naturalnie odmienne instynkty i punkty widzenia ich kraj ma te same interesy niezależnie od tego, kto zajmuje stanowisko. Podobnie, o czym stale wydaje się, że zapominamy kraje, w którymi prowadzimy umowy też mają te same interesy.
[URL="http://blog.onet.pl/admin_pisz.html#_ftnref1"][1][/URL] The Ticket’s complete McCain-Obama debate transcript, Los Angelest Times 26 września 2008 link [URL="http://latimesblogs.latimes.com/washington/2008/09/debate-transcri.html"]http://latimesblogs.latimes.com/washington/2008/09/debate-transcri.html[/URL]
Strona foreign policy in focus
Autor Scott Hightower,
Tytuł Rubber Dollie,
Data 17 czerwca 2011
Nowość d/s Iraku nowość z działu różne, artykuł d/s Afganistanu, artykuł d/s Syrii, nowość d/s Iranu,artykuł d/s Iranu, artykuł d/s Afganistanu, nowość d/s Libanu
Gazeta Columbus dispatch, associated press
Autor Anthony Mitchell
Tytuł emerging threat militant may link Somalia, al-Qaida
Data 15 października 2006
Anthony Mitchell „Wyłaniające się zagrożenie. Bojownicy mogą połączyć Somalię z Al.-Kaidą”
Nairobi Kenia Tajemnicy dowódca islamistycznego ruchu czyniącego postępy w południowej Somalii pojawił się publicznie wzbudzając obawy wśród dyplomatów i ekspertów ds. terroryzmu, że on jest ekstremistą powiązanym z Al.-Kaidą.
Od czasu, gdy powstańcy zajmują miasto po mieście Aden Haszi Ayro odgrywa coraz większą publiczną rolę i to może być sygnałem, że radykałowie w krajowym islamistycznym ruchu zyskują na silne, żeby wdrożyć swój antyzachodni antymodernistyczny program w Somalii.
O Ayro, który ma około 30 mówi się, że przeszedł przeszkolenie w obozie Al.-Kaidy w Afganistanie. Dyplomaci ONZ łączą go z zamordowaniem 16 ludzi w tym dziennikarki BBC Kate Peyton. Specjaliści ds. antyterroryzmu podejrzewają go o udział w spisku nigdy niezrealizowanego w ramach, którego miano zestrzelić etiopski samolot pasażerski.
Nie ma żadnych jego fotografii i tylko w ubiegłym miesiącu on wyłonił się z cienia w Kismayo w Somalii, żeby przemówić do setek swoich bojowników, którzy zajęli strategiczny port morski bez walki.
W Kismayo, Ayro, jako pierwszy spośród kierownictwa ruchu przyznał o związku z zagranicznymi bojownikami, o których od dłuższego czasu krążyły pogłoski mówiąc: „W naszej armii są Somalijczycy i cudzoziemcy”. Dziennikarze obecni w czasie jego przemówienia mówili, że wśród jego ochroniarzy byli tacy, którzy wyglądali na Arabów i słyszeli, że są wśród nich inni z Afryki i Azji Środkowej.
Od czerwca siły islamistów zajęły prawie wszystkie strategiczne i gospodarcze centralnej i południowej Somalii, co uczyniło ich de facto panami tego podzielonego afrykańskiego państwa.
Bojownicy stanowią luźną koalicję Unii Islamskich Sądów, niektórzy są bardziej radykalni w swojej interpretacji prawa koranicznego niż inni. Sądy wniosły pewne oznaki porządku po 15 latach wojny domowej, ale także jest on oparty na ścisłej i często surowej interpretacji Islamu.
Zachodnie rządy mówią, że jest zbyt wcześnie, żeby powiedzieć, kto zdobędzie większe wpływy w Unii Sądów Islamskich umiarkowani czy radykałowie jak Ayro.
Amerykański ekspert ds., antyterroryzmu Peter Pham oświadczył, że umiarkowani nie są w stanie rywalizować, ponieważ twardogłowi kontrolują siłę zbrojną. „To, z czym mamy do czynienia to niebezpieczny radykalny ruch” on oświadczył oskarżając zachód o „appeasement w sensie zaprzeczania temu”
Według Phama, dyplomatów w regionie i śledczych ONZ Ayro jest łącznikiem Al.-Kaidy z Unią Sądów Islamskich.
Strona counterpunch
Autor PATRICK COCKBURN
Tytuł Remember the Kuwaiti Incubators! Those Libyan Atrocities: Do They Really Stand Up?
Data 20 czerwca 2011
Strona counterpunch
Autor Shamus Cooke
Tytuł the U.S-China Skirmish the first shots of the trade war
Data 23 września 2009
Shamus Cooke „Starcie pomiędzy USA i Chinami, pierwsze strzały w wojnie celnej”
Wraz z zbliżającym się szczytem G-20, pojawiają się serdeczne wypowiedzi „o międzynarodowej współpracy” w pokoju prasowym w Białym Domie. Te komentarze pełne są wniosków, że „wolny handel” jest integralną „częścią współpracy” fakt, na który zwrócono szczególnie uwagę w czasie spotkania G-20. Tam w imię „zjednoczonych działań” światowi przywódcy zgodzili się, że nie będą podejmowali nowych działań protekcyjnych. Pomimo tego akty protekcyjne rozmnożyły się. Zamiast globalnej współpracy mamy do czynienia z czymś odwrotnym w rosną konflikty pomiędzy państwami w miarę zaostrzania się sporów handlowych.
Na przykład administracja Obamy „nałożyła 35% cło na chińskie opony…a Chiny odpowiedział w tym tygodniu grożąc nałożeniem cła na chińskie kurczaki i części do auta. Po tym nastąpiło żądanie francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy w czwartek, żeby Europa nałożyła cła na węgiel na import z krajów, które nie przestrzegają narzuconego im dyktatu handlowego” (Wall Street Journal, 15 września 2009).
Starcie pomiędzy USA a Chinami jest szczególnie wybuchowe, gdyż ich związek odgrywa główną rolę w sprawie funkcjonowania globalnej gospodarki. China milczała przez wiele lat, gdy USA narzucała cła na różne chińskie produkty ta bierność zachęciła Obama do podjęcia ostatnich działań. Szybka odpowiedź Chin była silnym sygnałem: już dość.
Chiński sekretarz handlu ostrzegł, że cło USA „nie tylko narusza zasady wolnego handlu, ale także jest zaprzeczeniem amerykańskich obietnic w czasie szczytu G-20, stanowi nie tylko nadużycie mających zabezpieczyć handel działań, ale stanowi ekstremalnie zły precedens w obliczu obecnego spadku w związku z światowym kryzysem gospodarczym”.
Jednym z aspekty tego „złego precedensu” jest to, że cło może zainspirować inne amerykańskie korporacje, żeby zażądać cła na określone produkty Chin prawdopodobnie stwarzając kolejną lawinę cła, na które Chiny, co nieuniknione odpowiedzą. Wall Street Journal potwierdza:
„Prawnicy handlowi oświadczyli, że [amerykańska] decyzja może spowodować przedstawienie podobnych petycji o tymczasową ochronę przed chińskim importem. Tzw. „gwarancje bezpieczeństwa” (14 września 2009).
Jeżeli stosunki pomiędzy Chinami i USA pogorszą się globalna gospodarka może ucierpieć.
Do kolejnego handlowego starcia doszło pomiędzy amerykańską firmą Boeing i mającym siedzibę w Europie Airbus. Lata temu USA wystosowały skargę do Światowej Organizacji Handlu twierdząc, że Airbus otrzymuje bezprawnie subsydia od europejskich rządów. (Identyczna skarga Europy w stosunku do USA ciągle jest rozpatrywana). Na mocy wstępnej decyzji ogłoszono, że Europa jest winna nielegalnego subsydiowania Airbusa następstwa są nieznane.
Natychmiastowym wynikiem sporu jest żądanie z strony niektórych amerykańskich kongresmanów, żeby wielo bilionowy kontrakt amerykańskiej armii został przyznany Boeingowi zamiast Airbusa. Politycy wykorzystują nacjonalistyczne hasło „kupuj amerykańskie produkty” żeby naciskać rząd, żeby pobłogosławił mega korporację Boeing górą pieniędzy pochodzących od amerykańskich podatników zamiast jego europejskiego odpowiednika. Jeżeli amerykański rząd ma zamiar wyrzucić Airbus z gargantuicznego amerykańskiego rynku zbrojeniowego, można się z pewnością spodziewać, że dojdzie do działań odwetowych na dużą skalę. Można powiedzieć, że nasiona konfliktu już zostało zasiane. W Business Week napisano:
„Wśród polityków Boeing ma wyraźną przewagę nad Airbusem: firma ma duże wpływy w takich demokratycznych twierdzach jak Illinois, Connecticutt i stan Waszyngton i może liczyć na związki zawodowe, żeby zmusić do działania kongres na swoją korzyść” (16 września 2009).
Więc nie tylko Boeing ma otrzymać biliony dolarów w celu umożliwienia mu przekupywania polityków na co Airbus nie ma szans ale wprowadzeni w błąd przywódcy związkowi zachęcają robotników do walki podczas, gdy korporacyjny gigant walczy z międzynarodowym rywalem. Ten sam Boeing którego pochwałę głoszą przywódcy związków dopóki fabryki nie zostały zamknięte groził przeniesieniem się z stanu Waszyngton na południe, gdzie nie ma związków.
Robotnicy nie powinni udzielać swojego poparcia w obronie udziałowców korporacji, którzy pozbawiają ich zysków oni powinni zając niezależne stanowisko- zamiast dać się wrabiać w korporacyjne „partnerstwo” głoszone przez członków zarządu, polityków i nieudolnych szefów związków zawodowych.
Jednym z sposobów zdobycia doświadczenia robotników w kwestii perspektywy handlu jest zapoznanie się z historią. Prosty przegląd wielkiej depresji udowadnia fakt, nie do podważenia: protekcjonistyczne działania podejmowane przez rządy pogłębiły depresję doprowadziły do nowej wojny handlowej i pomogły wzniecić konflikty które doprowadziły do wybuchu drugiej wojny światowej.
Skoro ta konwencjonalna mądrość jest znana każdemu światowemu przywódcy dzisiaj, dlaczego oni podejmują działania protekcjonistyczne? Dlaczego Obama wypowiada się przeciwko protekcjonizmowi w handlu a równocześnie w tym samym czasie nakłada protekcjonistyczne cła?
Chociaż wolny handel jest kluczowy dla funkcjonowania kapitalistycznej gospodarki, żądza krótkotrwałych zysków czasami przeważa nad racjonalnymi ograniczeniami, szczególnie w recesji.
Duże recesje tworzą olbrzymie spadki w dochodach korporacji. Żeby pomóc utrzymać zyski, korporacje zmuszają polityków do wprowadzania taryf w celu usunięcia zagranicznych rywali. W wczesnym artykule my napisaliśmy:
„W normalnych sytuacjach wojna rynkowa jest utrzymywana w garści przez takie instytucje jak Organizacja Wolnego Handlu i co ważniejsze przynoszącą zyski współpraca bogatych krajów. W czasach głębokiej recesji jednakże tego rodzaju przyjemności znikają. Banki i korporacje ostatecznie kontrolujące polityków w każdym kraju domagają się działań awaryjnych i innych form ochrony przed okrucieństwem kiedy przyjaznego „wolnego rynku” (Will Obama start the next trade war? 5 luty 2009).
Niektóre amerykańskie korporacje mogą odkryć, że monopol sprzedawcy na wysoce cenionym amerykańskim rynku- poprzez narzucenie cła- jest o wiele bardziej zyskowne niż współpraca z Chińczykami. Ale te amerykańskie korporacje nie są robią to dla korzyści lokalnych producentów, one są światowymi eksporterami. I chociaż one zyskują nadzwyczajne zyski poprzez blokadę chińskiego importu te amerykańskie firmy subsydiują swój eksport zagranicą poprzez zyski z monopolu z domu co jest określane jako „dumping” co spowoduje dalsze odwetowe działania z strony Chin i innych krajów cierpiących z takiej rywalizacji.
Nie tylko protekcjonizm stwarza globalnym konflikt ale także niszczy pracę które niektórzy twierdzą, że je ocali. Kiedy cła odcinają import towarów do USA konsumenci są zmuszeni do nabywania bardzo drogie produkty tworząc inflację, która szkodzi gospodarce. O wiele ważniejsze kiedy amerykańskie korporacje zostaną odcięte poprzez działania odwetowe od zagranicznych rynków następują cięcia w miejscach pracy i cięcia w wypłatach.
Jest prawdą, że do prowadzenia wolnego handlu jest niezbędne porozumienie pomiędzy kontrolowanymi przez korporację rządów do rozpętania surowej nieokiełznanej rywalizacji wśród światowych korporacji. Taki system nie zasługuje na zero poparcie skoro od robotników wymaga się stale ofiar, żeby firma w której oni pracują mogła przetrwać. Protekcjonizm z drugiej strony jest równoznaczny z załamaniem globalnego kapitalistycznego systemu doprowadzając do złowieszczej bitwy pomiędzy korporacjami do dostępu do lepszych rynków, najrzadszych surowców i najtańszej siły roboczej.
Tak długo jak gospodarka jest kontrolowana przez super bogaczy i produkuje rzeczy tylko dla ich zysków ani wolny handel ani protekcjonizm nie powinien być przedmiotem obaw robotników. Nie możemy łączyć naszego losu z „naszymi korporacjami” gdyż korporacje nie były nasze od samego początku. Ich zyski następują naszym kosztem poprzez obniżanie płace ogłaszanie częstych okresów przerw w pracy i zmniejszania korzyści.
Uleganie politykom „chroniącym” amerykańskie korporacje jest strategią przegranej robotników. Zamiast tego robotnicy muszą domagać się i walczyć o płace i korzyści od swoich pracodawców. Jeżeli firma grozi przeniesieniem siew miejsce gdzie siła robocza jest tania robotnicy nie są bezsilni. W Ameryce łacińskiej robotnicy stosują metody walki w celu utrzymania pracy w ich społeczności: masowe protesty, strajki, okupacja fabryk są stosowane na przemian, żeby zapewnić kontrolę nad swoimi miejscami pracy. Tak długo jak robotnicy będą widzieli się rywale robotników z innych krajów, wszyscy robotnicy będą co nieuniknione na przegranej. Firmy na całym świecie mówią swojej sile roboczej, że żeby firma mogła się utrzymać w rywalizacji zagranicznej robotnicy muszą zaakceptować niskie prace i zmniejszone korzyści. Ale jeżeli robotnicy będą tworzyli przymierza ponad granicami i będą domagali się, żeby nasze płace i korzyści rosły zbiorowo korporacje nie będą miały gdzie się przenieść i będą musiały iść na ustępstwa.
Shamus Cooke jest związkowcem pisze dla Workers Action można się z nim skontaktować pod adresem [URL="mailto:shamuscook@yahoo.com"]shamuscook@yahoo.com[/URL]
Gazeta Haaretz
Autor Gideon Levy
Tytuł Obama Has betrayed mission to forge mideast peace
Data 11 października 2009
Gideon Levy „Obama zdradził misję doprowadzenia do zawarcia pokoju na Bliskim Wschodzie”
W Oslo zdecydowano zmienić zasady przyznawania nagrody Nobla, teraz obowiązuje zasada: wygraj teraz, płać jutro. Nie ma innego sposobu wyjaśnienia, zdumiewającej, jeżeli powiedzmy szalonej decyzji przyznania nagrody pokojowej Barackowi Obamie. Podobnie inni zwykle oznaczający się rezerwą szanowani Norwegowie z komisji przyznającej nagrody my spoceni i krwawiący byliśmy pełni radości z powodu wyboru Baracka Obamy na amerykańskiego prezydenta- czarnego elokwentnego, poruszającego i obiecującego. Wielu miało łzy w oczach od Jerozolimy do, Rafah gdy słyszało jego niezapomniane przemówienie inauguracyjne i nawet późniejsze przemówienie w Kairze pełne jego pięknych słów.
My tutaj na Bliskim Wschodzie byliśmy pod wrażeniem nowego ducha, który wprowadził. Negocjacje z Iranem uściśnięcie dłoni Hugo Chaveza, otwarcie w kierunku Kuby, tolerancja w stosunku Korei Północnej i odwołanie tarczy rakietowej w Europie Wschodniej. Nowy świt rozbłysnął po latach ciemności jego poprzedniego, za którego rozmawiały helikoptery Apacze i który prymitywnie podzielił świat na dobrych i złych ludzi dokonał idiotycznej inwazji na Irak i bezsilnej okupacji Afganistanu. Ameryka stała się mniej znienawidzona na świecie.
Jeżeli Norwegowie chcieli nagrodzić obietnicę, Obama zasłużył na Nobel. Jeżeli oni chcieli nagrodzić zmianę w języku, jakim przemawiała Amerykę on jest godzien tego honoru. Jeżeli oni chcieli nagrodzić jego zamiary to również byłoby dobre. On mógł zasłużyć na nagrodę za promowanie pokoju, ale pod warunkiem, że doświadczyłby świadectwo, że rzeczywiście podejmuje skierowane w tym celu działania naprzykład na Bliskim Wschodzie. Chciałbym poinformować szanownych członków komitetu: Obama nie spełnił tego warunku. Jak to do tej pory on zdradził swoją misję w tym jedynym regionie zagrażającym światowemu pokojowi.
Tutaj nie było „zmiany” ani „tak my możemy”. Są za budzące depresję dowody, że on postępuje w ślady swojego poprzednika. Te same metody, te same działania, to same wchodzenie w ten sam miraż. Czy wierzycie, kiedy widzieliście Georga Mitchella robiącego runy wygłaszającego puste słowa w niejasnych oświadczeniach pomiędzy prezydentem Szimonem Peresem a palestyńskim prezydentem Mahmudem Ahmadinejadem czy można uwierzyć, że Mitchell jest wysłannikiem laureata pokojowej nagrody Nobla? Obama może zasłużył podobnie jak Winston Churchill na nagrodę literacką Nobla, ale jak do tej pory w związku z swoimi działaniami w tej części świata on zasłużył na bardzo warunkową nagrodę IOU. W czasie swojej kadencji Obama przypomina tylko innego laureata pokojowej nagrody Nobla dalaj Lamę poruszającego się po świecie i pięknie się uśmiechającego.
Tego rodzaju zastrzeżenia nie są dowodem prowincjonalizmu, ponieważ tak to wszystko sie przedstawia: prezydent świata, który nie jest w stanie osiągnąć pokoju nie jest wart korony Oslo. Cóż to dokonał do tej pory nowy Laureat Nobla? Mitchell Szmarciaż, gorzka i przegrana walka w związku z ekspansją osadniczą, groteskowa walka przeciwko raportowi, Goldstone, haniebne milczenie w związku z oblężeniem Gazy, ostateczny dowód, że nic nowego nie pojawiło się pod słońcem Bliskiego Wschodu. To nie jest Obama który „może” to Izrael. Izrael może złamać każdego prezydenta. Nie chcecie zaniechać ekspansji osadniczej? W porządku zapomnijmy o tym. Nie chcecie wziąć odpowiedzialności za zbrodnie wojenne w Gazie? W porządku zapomnijmy o tym. Nie chcecie zakończyć okupacji? W porządku zapomnijmy o tym. To nie jest zachowanie godne laureata Nobla I prezydenta.
Nagroda pocieszenia: prawdopodobnie Nobel ma posłużyć jak katalizator, coś w rodzaju alarmu mającego obudzić w końcu laureata. W przeciwieństwie do Afganistanu i Iraku w tym regionie on nie będzie musiał przelewać amerykańskiej krwi, żeby zapewnić pokój. To wystarczy wykazać się polityczna determinacją, wywrzeć presję i wykorzystać izolację Izraela i jego zależność żeby zmusić go do zawarcia pokoju. Izrael potrzebuje przyjaciela, który uratuje go przed nim samym.
Obama staje teraz przed wyborem czy dołączy do bezsilnych laureatów- od Henry Kissingera, do Icchaka Rabina, Szimona Peresa i Jasira Arafat- lub może dołączy do wielkich jak Martin Luther King, Nelson Mandela, Michaił Gorbaczow, Aung Sang Suu Kyi i matka Teresa. Jest prawdą, że nikt nigdy nie dostał tej nagrody dwa razy (z wyjątkiem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża), ale nikt nie dostał jej na kredyt. Jeżeli Obama zapewni pokój na Bliskim Wschodzie może Oslo da mu kolejnego Nobla- po raz kolejny na kredyt. Gratulacje panie prezydencie, ale teraz czas uregulować swój dług.
Strona Washington report on middle east affairs
Autor Bana Hajj
Tytuł waging peace Hamas: Past and Present
Data wrzesień październik 2006
Bana Hajj „Kwestia pokoju Hamas przeszłość i teraźniejszość”
Pod hasłem „Zrozumieć Hamas: wewnętrzna polityka Palestyny” impreza organizowana w lecie 2006 roku przez Centrum Palestyńskiej „dążyło do zwrócenia uwagi na Palestynę poprzez lepsze zrozumienie Hamasu i obecnej sytuacji w polityce wewnętrznej” ta seria wystąpień rozpoczęła się 12 lipca z panelem „Hamas: przeszłość i teraźniejszość” w którym wziął udział dr John Voll dyrektor Centrum Porozumienia pomiedzy Muzułmanami a Chrześijanami przy Uniwersytecie Georgetown i Amjad Atallah prezydent Inicjatywy Oceny Strategicznej i były doradca palestyńskiego zespołu negocjacyjnego i palestyńskiego premiera Mahmuda Abbasa.
Dr Voll skupił się na historii i kontekście Hamasu przedstawiając jego powstania z punktu widzenia nacjonalistycznego i z punktu widzenia Islamistów. Przedstawiając ogólne trendy w 20 wiecznym palestyńskim nacjonalizmie Voll zauważył, że opowieść o palestyńskich ruchach wyzwoleńczych często przedstawia się z punktu widzenia „świeckiej historii” w której ich „islamistyczny wymiar jest często ignorowany” Islamistyczne organizacje były pomijane on oświadczył „gdyż panuje tendencja, że z powodu modernizacji religia słabnie i prawdopodobnie dzikie” Zamiast tego jednakże Hamas pojawił się i z pomocą izraelską wprowadził Islam jako główny czynnik w palestyńskim nacjonalizmie w przeciwieństwie do świeckiego Fatah.
Voll następnie omówił rozwój i upadek islamistycznych ruchów poprzez ostatnią połowę 20 wieku następnia opisał późniejsze odrodzenie islamizmu po niepowodzeniu „radykalnego dyktatorskiego nacjonalizmu” który zastąpił „staromodny nacjonalizm” „Pod koniec lat 80 pojawiły się islamistyczne organizacje odwołujące się do Islamu jak uznanej wiarygodnej podstawy mobilizacji członków” on przekonuje.
W tym samym czasie Voll kontynuuje Hamas „przeszedł znaczący historyczny rozwój w bardzo szeroki zakresie”. Voll wyjaśnił, że organizacja spełniła założenia alternatywnego ruchu oraz ujęła „w swoim programie treści islamistyczne i nacjonalistyczne”.
Następnie Atallah skupił się na obecnym politycznym statusie Hamasu. „W tym sensie każdy kto próbuje analizować Hamas z określonego specyficznej perspektywy, przedstawia odpowiedź prawdziwą jeżeli weźmie się pod uwagę daną perspektywę ale faktycznie ona jest błędna jeżeli przyjrzymy się mu w szerszym obrazie”.
Następnie Atallah przedstawił opinię izraelską, amerykańską, palestyńską i w końcu islamistów w sprawie Hamasu.
Według Atallaha Izrael „chce mieć uległą palestyńską organizację na tyle silną, żeby utrzymała rozejm z Izraelem ale nie na tyle silną, żeby mogła ostatecznie zagrozić izraelskiej hegemonii na Palestyńczykami…w Izraelu obecnie –pomimo obecnych walk- panują spory czy Hamasu będzie pasował do izraelskiej strategicznej wizji w przyszłości”.
USA według Atallaha „także chcą mieć uległą palestyńską organizację, ale taką, która będzie formalnie wyrażałą poparcie dla zasad świeckiej demokracji- coś czym Izraelczycy nigdy się nie przejmowali. Dodatkowo USA chcą, żeby ta organizacja zobowiązała się do rezygnacji z walki zbrojnej i zgodziła się na utworzenie tymczasowego państwa jeszcze przed zakończeniem kadencji Busha. Ona musi być wystarczająco silna, żeby zwalczać inne palestyńskie frakcje ale nie wystarczająco silna, żeby walczyć z Izraelem…wystarczająco uczciwa, żeby mieć wsparcie większość Palestyńczyków ale na tyle skorumpowana, żeby można było ją uzależnić do amerykańskiego wsparcia”.
Atallah wyjaśnił, że w przeciwieństwie do niejasności w Izraelu w kwestii Hamasu Waszyngton uważa, że ostatecznie „Hamas powinien zostać zniszczony”.
Co do Hamasu jako części palestyńskiego ruchu narodowo wyzwoleńczego Atallah zauważył, że przyczyny sukcesu Hamasu obok szczególnej uwagi na uczciwość organizacji to skuteczne stosowanie przemocy zarówno pod względem prawnym jak i nielegalnym, praca charytatywna i w końcu „wyjątkowe poszanowanie zasad pluralizmu i demokracji”.
W końcu Atallah opisał jak Hamas pasuje w większym spektrum islamistycznych organizacji. Zarówno Hamas i Hezbollah on przekonuje „twardo stoją po stronie nacjonalistycznej tego spektrum oni są w centrum” w przeciwieństwie do takich organizacjai jak Al.-Kaida która jest na prawicy.
Strona asia times online
Autor Gareth Porter
Tytuł Petraeus’ captured ‘Taliban’ were civilians
Data 14 czerwca 2011